Przemysłowe tradycje Maleńca sięgają końca XVIII wieku. Wtedy to w 1782 roku dobra malenieckie za pół miliona ówczesnych złotych nabył kasztelan łukowski Jacek Jezierski, jeden najbardziej aktywnych przemysłowców polskich za panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Z jego polecenia w 1784 roku spiętrzono wody rzeki Czarnej Koneckiej, tworząc w ten sposób staw o powierzchni 16 ha. Wypływająca z niego woda zasilała koła wodne, napędzające liczne młoty i urządzenia mechaniczne, zainstalowane w nowo  wybudowanej fryszerni, tartaku i młynie. Zbudowana w Maleńcu fryszernia była bardzo nowoczesnym zakładem metalurgicznym, w którym odbywały się procesy świeżenia surówki żelaza, poprzez utlenianie zawartego w nim węgla i innych domieszek a następnie przekłuwania na stal. W krótkim czasie Maleniec stał się częścią  wielkiego zagłębia metalurgicznego rozwijanego przez Jezierskiego wzdłuż rzeki Czarnej (21 km) i obejmującego: kopalnię rudy żelaza w Miedzierzy, wielkie piece w Kawęczynie i Cieklińsku, wytwórnię kos w Świnkowie oraz fryszerkę na 11 młotów, drutarnię i tartak w Maleńcu. Koszty funkcjonowania tych zakładów ograniczano korzystając z bezpłatnej pracy miejscowych chłopów pańszczyźnianych. W tym okresie, w Maleńcu wytwarzano sztaby i drągi stalowe, druty, topory, siekiery oraz różne żelazne naczynia stołowe i narzędzia gospodarskie.

W 1800 roku dobra malenieckie nabył od Jacka Jezierskiego książę Karol Hessen-Darmstadtktóry nie był zainteresowany rozbudową zakładów a jedynie ich nadmierną eksploatacją. Dopiero przejęcie malenieckiej fabryki przez byłego oficera napoleońskiego Tadeusza Bocheńskiego w 1835 roku umożliwiło jej modernizację. W 1837 roku powstała działająca do dziś walcownia blachy, z wielką, napędzaną kołem wodnym walcarką. Trzynaście lat później w 1856 roku Bocheński ostatecznie zrezygnował z przestarzałej technologii produkcji stali, likwidując ostatnie działające w Maleńcu fryszerki. W ich miejsce zainstalowano 11 małych i 4 duże gwoździarki do produkcji gwoździ ciętych z blachy. Oprócz nich produkowano również topory, łańcuchy, lemiesze i odkładnice do pługów.

W początkach lat 60-tych XIX wieku dobra malenieckie przeszły w ręce Józefa Bocheńskiego. Był on właścicielem m.in. 5 folwarków, 19 wsi, 6 dozorstw, kopalni rudy, wielkiego pieca, dwóch pudlingarni, malenieckiej walcowni blach, gwoździarni, a także dwóch cegielni, fabryki łopat, sztyflów i okuć, kilku młynów wodnych, kopalni gliny ogniotrwałej i torfów, kilkunastu stawów hodowlanych, licznych lasów i karczmy. Zakłady w Maleńcu stanowiły swoiste zaplecze zaopatrzeniowe dla innych przedsiębiorstw nadzorowanych przez Jezierskiego. W 1879 roku maleniecka fabryka zatrudniała łącznie 42 osób, w tym 6 majstrów obsługujących 2 walce, 2 piece żarzyste i fryszerkę o 4 ogniskach. W tym czasie, 14 zatrudnionych w zakładzie kowali produkowało rocznie 320 ton blachy, gwoździ oraz innych wyrobów metalowych. Kolejny właściciel zakładów Feliks Wielogłowski przeprowadził trzeci etap modernizacji malenieckiej fabryki, w której zatrudnienie wzrosło do 80 robotników. Byli wśród nich mieszkańcy niewielkiego osiedla fabrycznego, jakie powstało przy malenieckich zakładach. W końcu XIX wieku składało się ono z 47 domów zamieszkiwanych przez 415 osób. Praca przy produkcji blachy i gwoździ była niezwykle ciężka zaś wynagrodzenie niezwykle niskie i wahało się w granicach od 1 do 1,5 rubla dziennie. Za sprawą Wielogłowskiego w latach 70-tych XIX wieku, w zakładzie zamontowano nowoczesne maszyny do produkcji łopat i szpadli.

Do napędzania urządzeń zakładu służyły trzy koła wodne, które poruszały system pasów transmisyjnych uruchamiających następnie prasy, gwoździarki, nożyce, młoty oraz miechy pieca grzewczego. Koła te przetrwały wielką powódź z 1903 roku,kiedy to wezbrane wody  Czarnej zniosły większość urządzeń piętrzących zakładów Staropolskiego Okręgu Przemysłowego. Na początku XX wieku Maleniec nabył Felicjan Jankowski. Jednak od 1913 roku zakładem faktycznie kierowała jego córka Wanda Frölichktóra w okresie międzywojennym oddała maleniecką walcownię i szpadlarnię w dzierżawę. W tym czasie w zakładzie zatrudniano około 80 osób, których wynagrodzenie wynosiło od 1 do 3 złotych na dzień. Nieco lepiej wynagradzano majstrów, którzy mogli liczyć na stawkę 5 złotych za dzień.

W okresie międzywojennym sporą konkurencję dla zakładu stanowiły miejscowe warsztaty rzemieślnicze prowadzone przez Żydów. Ich maleniecka społeczność w przededniu wybuchu II wojny światowej liczyła około 185 osób.  Byli wśród nich bogaci przedsiębiorcy tacy jak m.in. Duwet-właściciel fabryczki okuć okiennych, Harsiel Gielnowski-właściciel zakładu stolarskiego oraz drobni sklepikarze, handlujący „mydłem i powidłem”-Machelek i Piejak. Jednym z najbogatszych mieszkańców Maleńca był Henoch Uszer Kozłowski-dzierżawiący maleniecką walcownie od Wandy Frölich. Był on znany ze swej wielkiej pobożności i skłonności do przesady. Gdy kobieta przeszła mu drogę, zatrzymywał się i czekał, aż przejdzie mężczyzna… Choć społeczność malenieckich Żydów była nieliczna, to we wsi funkcjonowała synagoga oraz mykwa, w której dokonywano ablucji i omywania naczyń używanych w religijnych rytuałach.  II wojna światowa przyniosła jednak zagładę społeczności malenieckich Żydów. Ucierpiały również same zakłady, w tym hala walcowni, która uległa zniszczeniu.

W styczniu 1945 roku wycofujące się oddziały niemieckie wysadziły w powietrze urządzenia energetyczne, niszcząc przy tym jaz ulgowy. Po czterech miesiącach od zakończenia wojny maleniecka fabryka pod kierunkiem Władysława Stalmacha ponownie uruchomiła produkcję szpadli i okuć okiennych, w które zaopatrywano m.in. zrujnowaną Warszawę. Każdego miesiąca produkowano około 50 tysięcy szufli, łopat i szpadli. Produkty te były wytwarzane ze zużytych obręczy kół kolejowych. Na podstawie Dekretu z 3 stycznia 1946 roku malenieckie zakłady zostały znacjonalizowane i poddane kontroli państwa. W 1959 roku ostatecznie zrezygnowano z wodnego systemu energetycznego, który zastąpiono energią elektryczną. W takich warunkach produkcję szpadli i gwoździ kontynuowano aż do 1967 roku. Produkty te były m.in. eksportowane do Azji i Afryki, w tym do Nigerii. Ich jakość była powszechnie znana i ceniona. Do dziś sformułowanie „maleniecki gwóźdź” jest synonimem trwałości i solidnego wykonania.