(41) 373 11 42  
maleniec@gmail.com

Maleniec 52
26-242 Ruda Maleniecka

„Kiedy w latach 40-tych XIX wieku, po powrocie z Paryża, Karol Beyer osiadł na dłużej w Warszawie, otworzył, pchany swoimi nowymi pasjami, zakład dagerotypii na ulicy Senatorskiej. Początkowo bardzo wysokie ceny i mała znajomość zjawiska nie dawały dobrych efektów finansowych całego przedsięwzięcia. Jednak wraz z upływem czasu jego pracownia zyskuje rozgłos, zaś on sam wraz ze swoimi srebrnymi płytami, staje się częstym gościem salonów warszawskich i krakowskich.

Szybki postęp w tej dziedzinie, który następował na świecie, docierał momentalnie do warszawskiej pracowni. Wtedy to w pracowni Beyera zaczęto stosować prostszą i tańszą metodę w fotografii nazwaną ambrotypem. Metoda ta znacznie obniżała koszty produkcji obrazów i pozwoliła na zastąpienie drogiej blachy srebrnej zwykłym szkłem, na którym utrwalano fotografowane postacie i obiekty.

Pewnego dnia pracownię Beyera przy ulicy Senatorskiej odwiedziła Marianna Katarzyna Lubowidzka, córka Józefa Lubowidzkiego wiceprezesa Banku Polskiego, a jednocześnie żona Tadeusza Szymona Bocheńskiego, właściciela wielu zakładów metalurgicznych w okolicach Końskich i jednego z najbogatszych ziemian w Guberni Radomskiej. Zaciekawiona nowym wynalazkiem postanowiła zlecić wykonanie swojego szklanego portretu właścicielowi pracowni.

Ostateczny efekt prac Beyera przerósł jej najśmielsze oczekiwania. Oto w szklanej tafli o niewielkich rozmiarach na lata uwięziona została jej podobizna i dusza… Zafascynowana otrzymanym portretem Maria Katarzyna postanowiła uczynić wszystko, aby sprowadzić Beyera do majątku jej męża w Rudzie Malenieckiej, by ten uwiecznił ich chwile szczęścia i wielkości… Tak więc, Beyer wraz z kilkoma pomocnikami, wozami wyładowanymi magiczną aparaturą i przyrządami, wyjeżdża z dala od wielkomiejskiego zgiełku >>Paryża północy<< w prawdziwą „Okolicę Cyklopów”, barwnie opisaną przez pioniera polskiej literatury fantastycznej Teodora Tripplina: „Fryszerki, wielkie piece, walcownie, parowe młoty, są tu może w większej ilości, jak w całej reszcie pozostałego kraju, a tumany dymu z długich fabrycznych kominów i miriady iskier świecących nocną porą, każą wierzyć podróżnemu, ze to jest okolica cyklopów [...]. We wsi Maleńcu, sławnej na całe królestwo rudami dobrego gatunku żelaza, w której ogromny wielki piec stoi, nieustannie je zmienia na kruszec tyle pożyteczny, ale też i tyle szkodliwy ludzkości […]”.

Pani Marianna Katarzyna gości przez dwa miesiące w okresie wakacyjnym Karola Beyera, racząc go licznymi urokami prześlicznej okolicy, a mąż jej popołudniami zabiera sympatycznego gościa do swoich licznych fabryk i zakładów, znajdujących się na terenie majątku.

W tych zakładach, zafascynowany rozmachem oraz nowoczesnością zastosowanych technologii, Karol Bayer postanawia uwiecznić pracę robotników w nowoczesnych fabrykach. To on właśnie jako pierwszy pokazał na swoich szklanych płytach pracę XIX-wiecznej fabryki żelaza, odlewni i kuźni. Wraz ze swoim współpracownikiem ponad miesiąc pracowali nad powstaniem tej fotograficznej dokumentacji. Dzięki ich poświęceniu powstała seria płyt szklanych obrazujących życie malenieczkiego dworu, okolicznych wsi oraz ich mieszkańców.
Płyty te pokazane w latach 50-tych XIX wieku pozwoliły Karolowi Beyerowi stać się jedną z ważniejszych postaci w historii polskiej fotografii. Jego zdjęcia dokumentujące różne nacje zamieszkujące nasz kraj stanowią dla nas niezwykle cenny wkład pozwalający odtworzyć historię ziem polskich. To dzięki tym płytom Beyer otrzymał zlecenie od carskiej administracji na udokumentowanie typów ludzkich Podola.

Do dziś zachowało się tylko kilka sztuk z całej kolekcji, ale niestety obniżenie kosztów i przejście z blachy srebrowej na kruche szkło, odbiło się bardzo na trwałości fotografii. Te, które się zachowały pokazują pracę w kuźni, trud robotników fabrycznych, prezentują również zbiorowe zdjęcie pracowników jednego z zakładów. To właśnie dzięki technice fotografii zastosowanej w pracowni Beyera, było możliwe uwiecznienie
scen ulicznych, fabrycznych oraz wykonanie licznych portretów ludzi połowy XIX wieku...”.

Oto jak, według Tomasza Wójcickiego z „Atelier Historyczni” w Lublinie, mogłaby wyglądać historia powstania ambrotypów. Jak przekonuje ich autor: „Wszystkie opisane wyżej postacie są prawdziwe, a i fakty miarodajne. Beyer, twórca polskiej fotografii, był rodzinnie powiązany z właścicielami fabryk malenieckich. Był częstym gościem na tych terenach. Piękna Marianna Katarzyna, jako żona właściciela licznych fabryk uwieczniała swoją podobiznę na dagerotypach. Ale na szczęście, na nasze szczęście, wszystkie tu pokazane ambrotypy wykonane zostały w roku 2016 w lecie, a wszyscy uwiecznieni na nich ludzie żyją i mają się świetnie. Jedynymi historycznymi elementami pokazanych tu szkieł są-fabryka żelaza w Maleńcu oraz technika, w której zostały one wykonane (technika mokrego kolodionu). Połączenie historii zakładu oraz procesu utrwalania obrazu sprzed 160 lat dało efekt, który można podziwiać na przedstawionych obrazach”.

 

GALERIA ZDJĘĆ ...