Zasoby naturalne

Powstanie i rozwój licznych zakładów i warsztatów metalurgicznych na terenie dzisiejszej Konecczyzny możliwy był dzięki sprzyjającym warunkom geograficzno-przyrodniczym. Zadecydowała o tym przede wszystkim lokalna sieć rzek i cieków wodnych. Na obszarze tym swój początek biorą takie rzeki jak: Drzewiczka, Radomka i Kamienna. Jednak największy wpływ na rozwój miejscowego hutnictwa miała zasilana głównie wodami opadowymi rzeka Czarna Konecka (Maleniecka), stanowiąca najdłuższy prawobrzeżny dopływ Pilicy. Od czasów średniowiecza do początków XIX w. jej dolina była jednym z najważniejszych obszarów dla rozwoju krajowego przemysłu i hutnictwa. Ze względu na liczne koła i turbiny wodne, które zasilane były przez jej wody Czarna określana była jako „najpracowitsza rzeka Rzeczpospolitej”. W okresie od XVI do XIX w. z energii jej wód korzystało około 250 zakładów metalurgicznych, w tym kuźnice wyposażone w dymarkami, fryszerki, wielkie piece i walcownie. O rozwoju hutnictwa w regionie zadecydowała także dostępność rud żelaza, zalegających na tym terenie w różnych poziomach geologicznych, począwszy od dolnego dewonu aż po górną jurę. Eksploatowano tu pokłady rudy o zawartości 25-35% żelaza zalegające w warstwach piaskowca nad utworem wapienia muszlowego. Rozciągały się one w okolicach Smykowa, Fałkowa i Żarnowa. W połowie XIX w. zasoby tych złóż oceniano na 4 mln 760 tysięcy m3, z których-jak rachowano-otrzymać można było 36 tysięcy ton surowizny żelaznej. Bogate złoża rudy żelaznej występowały m.in. w okolicach Miedzierzy. W okresie średniowiecza eksploatowano tzw. rudokopy, które zakładano w miejscach powierzchniowego zalegania rud. Z czasem zaczęto sięgać w głąb ziemi, przebijając kolejne szyby oraz chodniki W czasach nowożytnych liczne kopalnie rudy żelaza funkcjonowały w okolicach Cieklińska, Grębienic, Żarnowa, góry Rudny Las, a także w Lesie Glinianym, koło wsi Kotrasy i Smyków, w lesie Pokuradz i na górze Trześniowa. W 1815 r. na terenie ówczesnego powiatu koneckiego czynnych było 42 kopalni rud żelaza, z których najwięcej funkcjonowało w okolicach Końskich (8), Cieklińska (7) i Radoszyc (6). Do 1837 r. czynna była Kopalnia „Stefan” w Smykowie z szybem o nazwie „Reden” dochodzącym do głębokości 16 łatrów (ok. 32 metrów). Podobne kopalnie funkcjonowały w dobrach prywatnych, w Fałkowie, Machorach i w Wólce Kłóckiej. W latach 30-50-tych XIX w. rudę wydobywano w należącej do Tadeusza Bocheńskiego Miedzierzy. Istniała tu duża, wzorowo prowadzona tzw. odbudową regularną kopalnia.  Jej szyby były ocembrowane, zaś chodniki i sztolnie fachowo zabezpieczone ostemplowaniem i drewnianymi wzmocnieniami. W 1839 r. ze względu na zalewanie szybów wodami podziemnymi przy kopalni zainstalowano machinę parową o sile 16 KM. Pracą prawie 150 górników, robotników i mechaników kierował zawiadowca kopalni nazwiskiem Turski. Praca kopalni kontrolowana była przez administrację rządową. W 1887 r. do zakładów żelaznych w Rudzie Malenieckiej delegowany został inżynier okręgowy w drugim okręgu górniczym Królestwa Polskiego nazwiskiem Grzywniak. Nie był to przypadek w tym czasie kopalnią zarządzał już syn Tadeusza-Józef, który środowisku górniczym był osobą znaną i powszechnie szanowaną. W 1885 r. podczas zjazdu górników w Warszawie znalazł się nawet w składzie komisji mającej za zadanie m.in. „porozumiewać się z władzami wyższymi”. Również kolejni właściciele Rudy Malenieckiej uczestniczyli w zjazdach górniczych. Na zjeździe górniczym w 1896 r. zakłady Ruda Maleniecka reprezentował ich ówczesny właściciel Seweryn hr. Jezierski.

Las i węgiel drzewny

Innym równie ważnym czynnikiem, który zadecydował o rozwoju hutnictwa żelaza na terenie Konecczyzny były rozległe kompleksy leśne. Pozyskiwane z nich drewno wykorzystywane było przy konstrukcji zakładów hutniczych i do wypalania węgla drzewnego. Aż do końca XIX w. węgiel ten był podstawowym paliwem fryszerek, wielkich pieców i pudlingarni działających na terenie Staropolskiego Okręgu Przemysłowego. W połowie XIX w. większość lasów porastających tereny guberni radomskiej, w skład której wchodził powiat opoczyński z okręgiem koneckim, opoczyńskim i szydłowieckim, stanowiły lasy prywatne (53,7%). Ich drzewostan stanowiły głównie: sosna (70%), jodła (8,75%),świerk (6,25%) i dąb (1,5%). W powiecie opoczyńskim najrozleglejsze kompleksy leśne leżały w dobrach rodziny Dębińskich (Przysucha) oraz Bocheńskich (Ruda Maleniecka). Do ostatniej z tej familii należało ponad 7 968 ha lasów, zapewniających surowiec wytopu żelaza. W II połowie XIX w. do wyprodukowania 1 tony surówki żelaznej zużywano ok. 35 m3 drewna, co stanowiło przyrost naturalny z około 10 ha lasu w ciągu roku, przy przyroście naturalnym masy drzewnej wynoszącej 6-7 m3 na ha rocznie. Wypalanie węgla (kurzenie) odbywało się wiosną, latem i jesienią w tzw. mielerzach. W zależności od wielkości mielerza i gatunków zwęglanego drewna, jego wypalanie trwało od tygodnia do miesiąca. Najwartościowszy węgiel otrzymywano z drewna dębowego, bukowego, grabowego i jesionowego. Charakteryzował się on błękitno-czarną lśniącą barwą, dużą łamliwością i swoistym „dzwonieniem” przy uderzeniu. Węgiel ten palił się krótkim błękitnym płomieniem, nie wydzielając przy tym żadnego zapachu i dymu. Obok węgla drzewnego do wytopu rudy żelaza zużywano również duże ilości kamieni wapiennych i dolomitowych jako topników oraz drzewa do suszenia i prażenia rudy. Pod koniec lat 70-tych XIX w. do wytopienia 1 tony surówki potrzeba było: 4,0 t surowej rudy z kopalni, 2,5 t węgla drzewnego z mielerzy w lesie, 0,5 t topników z kamieniołomów, 1,5 t drzewa szczapowego na prażenie rudy. Zapotrzebowanie miejscowych zakładów metalurgicznych na węgiel drzewny było dużo większe, ponieważ był on wykorzystywany na dalszych etapach przerobu surówki żelaznej. W 1845 r. do wyprodukowania 1000 kg półproduktu pudlarskiego należało zużyć 6,2 m3 masy drzewnej, zaś do wytworzenia 1000 kg żelaza drobnego klasy I kolejne 10,2 m3.  Wraz z zastosowaniem koksu jako paliwa wielkich pieców znaczenie węgla drzewnego dla metalurgii znacznie spadło. W 1871 r. do wyprodukowania 1 pudu surówki wielkopiecowej w zakładach hutniczych w Rudzie Malenieckiej zużywano 0,95 korca węgla drzewnego zaś w 1873 r. 0,93 korca. W rejonie Gór Świętokrzyskich dzięki dostępności drewna węgiel drzewny pozostawał w użyciu aż do końca lat 80-tych XIX w. W 1876 r. zakłady „Ruda Maleniecka” do swej dyspozycji posiadały 7 100 ha lasów. Większym areałem lasu dysponowały w tym czasie jedynie zakłady wielkopiecowe w Starachowicach (24 000 ha) i Chlewiskach (8 400 ha).

Kuźnice i wielkie piece

Rozwój nowożytnego hutnictwa na terenie Konecczyzny możliwy był nie tylko dzięki rozległej bazie surowcowej, ale także dzięki bogatym tradycjom metalurgicznym regionu świętokrzyskiego. W starożytności Góry Świętokrzyskie stanowiły ponadregionalne centrum hutnictwa, grupujące ponad 400 tysięcy pieców dymarskich. W epoce średniowiecza produkcja żelaza odbywała się w kuźniach. W 1261 r. jedna z nich wyposażona koło wodne działała w należących do jędrzejowskich cystersów Rudnikach. Na przestrzeni XV-XVII w. liczne warsztaty metalurgiczne funkcjonowały w okolicach Radoszyc. Były to kuźnice: Bobrek, Wysobrzegi lub Rokitowy Staw, Królewiec, Łączeń, Świerczów i Piotrowiec. W 1540 r. jedna z kuźnic żelaza działała w Wyszynie, zaś w 1622 r. działające kuźnice wodne odnotowano w Kawęczynie, Pomykowie i Starej Kuźnicy. W I połowie XVII w. na ogólną liczbę 188 czynnych w Koronie kuźnic 102 leżało w ówczesnym województwie sandomierskim, a duża część z nich w okolicach Końskich. Staropolska kuźnica, w której wytapiano rudę żelaza i przerabiano surowiznę składała się z dwóch pieców, tj. pieca dymarskiego i kowalskiego, wyposażonych w miechy poruszane kołem wodnym. Koło to napędzało również kucie młotowe, wykorzystywane do obróbki żelaza. W zależności od sposobu poruszania młotów kuźniczych wyróżniano młoty: podrzutowe (tzw. „polskie kucie”), naciskowe (tzw. „niemieckie kucie”) i czołowe. Największe kuźnice zatrudniały do 30 robotników i wyposażone były w 6 kół wodnych.  Wytapiane w nich żelazo poddawane było procesowi świeżenia (tzw. „fryszowania”), które odbywał się w piecach zwanych jako „fryszerki”. Miały one formę żelaznych skrzyni wypełnionych węglem drzewnym, do których z boku miechami wdmuchiwano powietrze. Proces fryszowania polegał na utlenianiu w wysokiej temperaturze zawartych w surówce domieszek w postaci, manganu, krzemu, węgla, siarki i fosforu. W ten sposób znacznie polepszano wytrzymałość i jakość produkowanego żelaza. Od początków XVII w., wraz z rozwojem wielkopiecowej techniki produkcji żelaza na terenie Rzeczypospolitej, rola kuźnic stopniowo maleje na rzecz wielkich pieców. Pierwsze z nich powstają w Samsonowie (1598 r.) i Bobrzy, w której w latach 1641-1644 wzniesiono nowoczesny na nowe czasy kompleks hutniczy, przy udziale specjalistów sprowadzonych z Włoch. Ze względu na dogodne warunki naturalne, dostępność surowców i materiałów do produkcji żelaza oraz bogate tradycje metalurgiczne, w drugiej połowie XVIII w. na Konecczyźnie wzmogły się procesy industrializacji i modernizacji miejscowego przemysłu. Zostały one zainicjowane na fali ogólnego ożywienia gospodarczego ziem polskich oraz tendencji i zjawisk zachodzących w krajach Europy Zachodniej pod hasłami rewolucji przemysłowej.

Rewolucja przemysłowa

Gwałtowne zmiany technologiczne zachodzące w europejskim hutnictwie i metalurgii, spowodowały znaczny wzrost produkcji żelaza i stali oraz konieczność poszukiwania nowych rynków zbytu. Jednocześnie merkantylistyczna i protekcjonistyczna polityka prowadzona przez takie państwa jak m.in. Wielka Brytania, Francja i Szwecja, skutecznie zabezpieczała interesy zachodnioeuropejskich i skandynawskich producentów żelaza i stali, tworząc sprzyjające warunki do eksportu ich produktów na słabo rozwinięte rynki, w tym do krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W połowie XVIII w. import angielskiego i szwedzkiego żelaza do Polski przybrał znaczne rozmiary, skutecznie tłumiąc rozwój rodzimego hutnictwa. Zagrożenie to dostrzegł m.in. Jacek Małachowski, znacznie rozbudowując we własnych dobrach liczne zakłady metalurgiczne.  W 1739 r. zakończono budowę wielkiego pieca Stąporkowie. Pod koniec lat 80-tych XVIII w. wielkie piece i fryszerki pracują także w Ruskim Brodzie, Korytkowie, Baczynie, Królewcu, Antoninowie, Stąporkowie, Janowie, a także w Rudzie, Machorach i Miedzierzy. Wytwarzano w nich tzw. żelazo szynowe, kratowe, sztabikowe i fajsowane. Sprzedawane było one w postaci blach, a także w tzw. ankrach, kowadłach i buksach. Produkowana w okolicach Końskich i Radoszyc stal, według współczesnych, jakościowo nie ustępowała stali importowanej z Anglii i Szwecji. Stąd też doskonale nadawała się ona do produkcji broni. Od 1750 r. w podkoneckim Pomykowie działała ruralnia należąca do kanclerza Jacka Małachowskiego, w której produkowano broń palną. W latach 1750-1782 wyprodukowano w niej m.in. 1150 karabinów, 1020 flint z bagnetami, 1216 par pistoletów o wartości całkowitej ponad 104 tysięcy zł. W pobliskim Gowarczowie wytwarzano głownie na szable, pałasze. Broń ta trafiła na uzbrojenie chorągwi pancernych, husarskich, a także do garnizonu w Kamieńcu Podolskim i cekhauzu warszawskiego. Z wytwarzanego w okolicach Końskich żelaza produkowano w tym czasie także amunicję artyleryjską, piły do drzewa, garnki i kotły, armatki do strzelania „na wiwat” oraz moździerze i moździerzyki. Pokaźną część produkcji stanowiły odlewy żelazne wykonywane na zamówienie. Były wśród nich „blachy gładkie, bądź do pieców wielkich i fryszerek, bądź do kominów domowych, bądź do kominów z cyframi i herbami, [wykonywane] podług modelu przysłanego”. Pod koniec XVIII w. wzrastający popyt na żelazo i jego produkty zachęcił szlachtę i ziemiaństwo do budowy nowych zakładów metalurgicznych i modernizowania już istniejących.

Inwestorzy

Jednym z najaktywniejszych przemysłowców II połowy XVIII w. był kasztelan łukowski Jacek Jezierski, znany ze swej działalności publicystycznej i politycznej. Był on człowiekiem niezwykle zdolnym, pomysłowy, zapobiegliwym i gospodarnym, który dzięki tym cechom dorobił się ogromnego majątku. Bezkompromisowy w swoich działaniach, pomysłowy i gospodarny trudnił się również lichwą i spekulacją, wypatrując kolejnych okazji do pomnożenia swojej fortuny. Według Jędrzeja Kitowicza Jezierski jako zarządca dóbr prymasa Gabriela Podoskiego dopuścił się wielu malwersacji, łupiąc z dóbr tych „dwakroć sto tysięcy złotych”. Dysponując niezbędnymi środkami finansowymi wybudował (1776-1784) w Warszawie zespół pałacowy z okazałymi apartamentami oraz łaźniami zasilanymi wodą z Wisły, który z czasem zaczęto określać mianem „kasztelanki”. Pałac ten, według współczesnych, był wzorowo prowadzonym lupanarem i miejscem schadzek. Jezierski był gorącym propagatorem rozwoju krajowego przemysłu a jednocześnie orędownikiem protekcjonizmu gospodarczego, domagając się ochrony rynku wewnętrznego poprzez nakładanie wysokich ceł na importowane z zewnątrz towary. Jak twierdził: „Należy krajowemu rządowi myśleć o tym, aby żelazo, stal w kraju przerabiać kazał, a przerobionym obcym naczyniom wchód wyższym cłem zatrudniał”. Jako przemysłowiec oraz inwestor Jezierski prowadził wiele pionierskich przedsięwzięć o charakterze ekonomicznym. Jego rozległa działalność gospodarcza obejmowała m.in. handel koniczyną, solą, hodowlę bydła tyrolskiego, a także produkcję pończoch, fajansu oraz druk książek i broszur. Jezierski był jednak przede wszystkim modernizatorem i pionierem krajowego przemysłu metalurgicznego. W 1780 r. w podwarszawskich Sobienicach założył pierwszą w kraju fabrykę kos. Pomnożony w ten sposób kapitał kasztelan zainwestował w budowę wielkiego ośrodka metalurgicznego w okolicach Końskich. W 1782 r. za sumę pół miliona złotych Jezierski od miejscowego właściciela ziemskiego nazwiskiem Prażmowski zakupuje rozległe dobra ziemskie składające się ze wsi Dęba, Grębienice, Maleniec i części wsi Koliszowy. W kolejnych latach nabywa Wólkę Smolaną Świnków, Lipę, Szkucin, Greszczyn, Miedzierzę oraz Kawęczyn, w którym od 1779 r. pracował wielki piec. Tym sposobem Jezierski stał się właścicielem niezwykle bogatych w surowce naturalne terenów (ruda żelaza, glinka do wyrobu fajansu, drewno) wraz z „lasami, stawami, rzekami, młynami, polami, rolami, folwarkami, budynkami, łąkami” a także gospodarującym na nich chłopami, z bydłem i zwierzyną domową.  Dobra te były w posiadaniu Jezierskiego do 1800 r., kiedy to za sumę 1 mln 620 tysięcy polskich złotych (tj. 270 tysięcy talarów pruskich) kasztelan sprzedał je księciu niemieckiemu Jerzemu Karolowi von Hessen Darmstadt. Na mocy kontraktu między stronami suma ta miała zostać wniesiona przez kupującego w kilkunastu ratach, co nigdy nie nastąpiło. Przez ponad 20 lat syn kasztelana Karol Jezierski, a dalej wnuk imieniem Jan toczyli proces z księciem o wypłacenie należnych im kwot za sprzedaż Dóbr Cieklińskich. Wraz z zakupem Dóbr Cieklińskich przez księcia Jerzego Karola von Hessen Darmstadt rozpoczął się ponad 30-letni okres stagnacji gospodarczej tych terenów. W imieniu księcia rezydującego w Neustrelitz, dobrami tymi zarządzał Jan Nepomucen Szoeffler, pełniący jednocześnie funkcję wójta zakupionej w 1803 r. od Franciszka Saryusza Wolskiego Rudy Wyszyńskiej, która wraz ze wsiami Lisie Jamy i Wesoła weszła w skład klucza malenieckiego. Funkcję zastępcy wójta gminy Ruda pełnił Stanisław Luboński, zaś funkcję sołtysa Wojciech Jaskulski. W 1825 r. pełnomocnikiem księcia został mianowany Józef Zakrzewski, który miał za zadanie uporządkować administrację i zarząd dóbr. W okresie tym Dobra Cieklińskie stały się przedmiotem nadmiernej eksploatacji ekonomicznej, prowadzonej w imieniu nowego właściciela, zainteresowanego czerpaniem jak największych zysków z miejscowych fabryk i folwarków. Jednocześnie wytworzył się ogromny chaos administracyjny, spowodowany wydzierżawianiem poszczególnych składników majątku dzierżawcom, którzy następnie oddawali je pod zarząd podzierżawców. Towarzyszył temu proces rozkradania majątku fabrycznego, a także nieprzemyślana rabunkowa gospodarka leśna prowadzona w okolicznych lasach, a nastawiona na pozyskanie jak największej ilości surowca drzewnego. Brak inwestycji w nowe technologie metalurgiczne i urządzenia zwiększał koszty funkcjonowania zakładów, zaś zaprzestanie spłaty przeszłych i bieżących zobowiązań ciążących na księciu przełożyły się na rosnące zadłużenie dóbr, które dwukrotnie przekroczyło ich wartość osiągając poziom 3,5 mln złotych. Wśród książęcych wierzycieli znaleźli się m.in. spadkobiercy Ignacego Strzembosza, Karol Nidecki, Cyprian Rutino oraz starozakonni Szymon Hertz i Szmul Przednówek. Zobowiązania księcia wobec tego ostatniego jeszcze w 1822 r. wynosiły 400 tysięcy złotych. W takich okolicznościach w 1812 r. dobra zostały poddane pod przymusową sekwestrację w celu zabezpieczenia funduszy na spłatę zadłużenia, zaś w 1825 r. odbyła się publiczna ich licytacja. Na jej podstawie większość majątku wchodzącego w skład Dóbr Cieklińskich została oddana w dzierżawę Stanisławowi Bogusławskiemu.

Wśród dzierżawców wyjątkową pozycję posiadał także wspomniany Samuel Przednówek, kupiec z Końskich. Eksploatował on m.in. młynek i browar pod Maleńcem, fabrykę kos i pił w Świnkowie, „piec stalowy” w Maleńcu, posiadając jednocześnie prawo wyrębu w okolicznych lasach. W 1826 r. by nakłonić księcia do spłaty jego zobowiązań udał się bryczką do Neusterlitz w Meklemburgii, gdzie znajdowała się siedziba księcia. Umiera jednak w drodze. Jego majątek i zobowiązania wykupiła pochodząca z Opoczna wdowa pod Berku Szmulu Sonnenbergu-Temerla, która w tym samym czasie udzieliła księciu dużej pożyczki. Wobec niewypłacalności tego ostatniego Temerla zyskała prawo do zajęcia całych dóbr. Umiera jednak w 1830 r. kilka miesięcy po śmierci księcia Jerzego Karola von Hessen Darmstadt.

Nowy etap w rozwoju miejscowego górnictwa i hutnictwa związany jest z postacią Tadeusza Szymona Bocheńskiego (1791-1849), pochodzącego z zamożnej rodziny ziemiańskiej pieczętującej się herbem Rawicz. Był synem skarbnika sanockiego Franciszka i Katarzyny z Watt-Kosickich. Urodził się w 1791 r. we wsi Francówka na Podolu, po czym oddany został na wychowanie do konwiktu bazylianów w Barze. Jako młody chłopiec zaciągnął się do wojsk artyleryjskich Księstwa Warszawskiego, biorąc udział w kampaniach roku 1809, 1812 i 1813. Podczas kampanii rosyjskiej Napoleona mianowany został porucznikiem artylerii, odznaczając się w Bitwie pod Berezyną. W trakcie obrony Modlina przed wojskami rosyjskimi trafia do niewoli. Po uwolnieniu wstępuje do administracji Królestwa Kongresowego. Karierę urzędniczą porzuca jednak na rzecz działalności gospodarczej. W 1833 r. zawiera umowę z Bankiem Polskim, w której postanowiono, iż wykupi on „tymczasowo na swoje imię dobra fabryczne Lipę, Maleniec, Miedzierzę i Rudę, a to za fundusze, które Bank na kupno dostarczyć powinien”. W ciągu 5 lat Bank Polski miał zdecydować, czy dobra te zatrzyma, czy pozostawi je Bocheńskiemu, poprzestając na zwrocie pożyczonego kapitału wraz z odsetkami. W 1834 r. Bocheński na stałe osiedla się w Rudzie Malenieckie, a rok później zostaje ich jedynym właścicielem, zaspokajając m.in. roszczenia spadkobierców Temerli Sonnenberg, tj. jej dzieci-synów Gabriela, Jakuba, Leopolda, Michała, Hersza oraz córki Perly Mirly. Było to możliwe dzięki poparciu wiceprezesa Banku Polskiego Józefa Lubowidzkiego, którego córka Marianna Katarzyna w 1817 r. poślubiła Tadeusza Bocheńskiego. By utrzymać więzy rodzinne z tym ostatnim, rok po śmierci Marianny w 1840 r. Lubowidzki aranżuje małżeństwo między owdowiałym Tadeuszem Bocheńskim a Eleonorą Karoliną Lubowidzką wdową po Franciszku Lubowidzkim-synu Józefa. Z pierwszego małżeństwa z Marianną Katarzyną urodzili się: Izydor Franciszek, Józef, Flora i Tekla. Zaś z małżeństwa z Eleonorą Karoliną: Tadeusz, Roman, Feliks, Magdalena. Dzięki niezwykłej zaradności i aktywności gospodarczej Bocheński modernizuje zakupione dobra, wprowadzając w nich wiele nowinek technologicznych i rolniczych. Jako jeden z pierwszych właścicieli ziemskich w guberni radomskiej uprawę ziemi w swych dobrach oparł na płodozmianie. W 1844 r. zdecydował się na oczynszowanie miejscowych chłopów oraz ich uwolnienie od pańszczyzny. W ciągu niespełna piętnastu lat znacznie rozbudował i zmodernizował działające w jego dobrach zakłady górniczo-hutnicze, które do końca lat 40-tych XIX w. były najnowocześniejszymi zakładami górniczo-hutniczymi w Królestwie Polskim. Aktywnie uczestniczył również w życiu społecznym, pełniąc m.in. obowiązki prezydenta rady szczegółowej Szpitala św. Mikołaja w Busku. Za pracę społeczną odznaczony został Orderem św. Stanisława III kl. Gdy umierał 18 kwietnia 1849 r. w Rudzie Malenieckiej był prawdopodobnie najbogatszym ziemianinem w całej guberni radomskiej.

Po śmierci Tadeusza Bocheńskiego należący do niego majątek zinwentaryzowano i podzielono między spadkobierców zaś część przeznaczono na spłatę dawnych zobowiązań i wierzycieli. Zarząd dóbr oraz działających w niej fabryk, warsztatów oraz innych urządzeń gospodarczych poddano pod nadzór Izydora Franciszka oraz Józefa Bocheńskiego.  Ten ostatni w 1840 r. ukończył studia inżynieryjne w Akademii Górniczej we Freibergu w Saksonii, gdzie studiował razem z Feliksem Wielogłowskim. Ten ostatni był synem Wincentego Wielogłowskiego prezesa Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego guberni radomskiej. W 1850 r. Feliks Wielogłowski ożenił się z Teklą siostrą Józefą. Sam Józef pozostał kawalerem aż do swej śmierci. Gdy w 1868 r. Franciszek Bocheński żeni się z Antoniną Jełowicką, zamienia z Feliksem Wielogłowskim swój udział w dobrach Ruda Maleniecka na Czuszów i Nadzów koło Proszowic. W ten sposób Feliks Wielogłowski wraz z Józefem Bocheńskim utworzyli spółkę, w ramach której wspólnie zarządzali szeregiem zakładów hutniczo-górniczych istniejących w dobrach Ruda Maleniecka. Zostały one zmodernizowane oraz wyposażone w nowoczesne urządzenia i maszyny produkcyjne, w tym linie technologiczne do produkcji narzędzi rolniczych. Dzięki zgromadzonym kapitałom właściciele dóbr rozwinęli szeroką działalność budowlaną, w ramach której w 1875 r. odrestaurowano murowano-drewniany kościół w Lipie. W 1879 r. córka Feliksa i Tekli Maria Wielogłowska poślubiła Seweryna hr. Jezierskiego. Nowy właściciel próbując zdobyć niezbędny kapitał na rozwój i modernizację zakładów powołuje do życia Towarzystwo Akcyjne Zakładów Górniczych „Ruda Maleniecka”, którego statut zatwierdzono 22 lipca 1898 r. Kapitał zakładowy nowo założonego przedsiębiorstwa wyceniono na 425 tysiące rubli. Jego pełnomocnikiem prawnym został hr. Jezierski. Już w pierwszych latach działalności Towarzystwo napotkało na szereg trudności, ponosząc poważne straty finansowe. W latach 1902/1903 r. wyceniano je na ponad 20 tysięcy rubli. W tym okresie jego majątek stanowiły następujące dobra o wartości: 253 tysiące rubli-ziemia i lasy, budynki-63 tysiące rubli, urządzenia fabryczne 83 tysiące rubli, walcownia-123 tysiące rubli, majątek ruchomy-16 tysięcy rubli, materiały i wyroby gotowe-101 tysięcy rubli. Jednocześnie Towarzystwo korzystało z licznych pożyczek i kredytów, w udzielanych przez Towarzystwo Kredytowe Ziemskie (141 tysiące rubli) i Towarzystwo Krakowskie (24 tysiące rubli).

W 1904 r. za sumę prawie 2 mln rubli hr. Jezierski sprzedaje dobra malenieckie, zajmujące z Lipą i Miedzierzą powierzchnię 8 400 ha, Felicjanowi Jankowskiemu (1839-1916). Był on niezwykle aktywnym przedsiębiorcą, właścicielem wytwórni wódek i destylarni oraz sieci sklepów w wielu miastach. Był on żonaty ze Szwajcarką Karoliną Joly de Fleury. Z małżeństwa tego urodzili się: Helena, Edward, Władysław i Alfred absolwent Uniwersytetu Ludwika Maksymiliana w Monachium. Synowie Felicjana weszli w skład zarządu Towarzystwa Akcyjnego Zakładów Górniczych „Ruda Maleniecka”, którego statut zatwierdzono 22 lipca 1898 r z kapitałem zakładowym wynoszącym 425 tysięcy rubli. Pełnomocnikiem towarzystwa pozostał niedawny właściciel dóbr Seweryn hr. Jezierski. W ten sposób właściciele dóbr próbowali pozyskać niezbędne kapitały na rozwój zakładów oraz ich modernizację. Okazało się niezwykle trudne. W piątym roku działalności towarzystwa (1902/1903 r.) straty jakie poniosły miejscowe zakłady wyceniano na ponad 20 tysięcy rubli. Ten negatywny trend utrzymał się w latach kolejnych, o czym donoszono na łamach „Gazety Losowań” 25 stycznia 1913 r.: „Mimo bardzo korzystnej koniunktury dla metalurgii, huta Ruda Maleniecka, której głównymi akcjonariuszami są bracia Jankowscy, zmuszona jest przystąpić do likwidacji. Z jednej strony przestarzałe urządzenia techniczne, z drugiej brak odpowiedniej rudy, przy utrudnionym przywozie jej z głębi Rosji oraz drogi węgiel i koks, uniemożliwiały eksploatację zakładów towarzystwa, które zresztą już od dłuższego czasu nie prosperuje”. W tym czasie za sprawą Felicjana Jankowskiego w Rudzie Malenieckiej rozpoczyna działalność pierwsza w Królestwie Polskim Stacja Doświadczalna Rybacka, której pracami kierował Franciszek Staff-brat znanego poety Leopolda.  Po śmierci Felicjana Jankowskiego w 1916 r. majątek był zarządzany przez jego spadkobierców. W 1925 r. zdecydowali oni o jego podziale. Dobra ziemskie w Miedzierzy oraz kopalnie glinki ogniotrwałej w Grębienicach objęli w posiadanie bracia Heleny, która otrzymała Rudę Maleniecką, Lipę oraz Maleniec. W następnych latach postępował dalszy podział dóbr Ruda Maleniecka. Z małżeństwa Heleny i Władysława Froelicha urodzili się: Stanisław i Andrzej. Pierwszy z nich otrzymał Rudę Maleniecką drugi zaś Lipę. Gdy w 1932 r. Stanisław Froelich poślubił Marię Annę Lisicką dawne dobra Felicjana Jankowskiego stanowiły już kilkanaście samodzielnych jednostek gospodarczych. Nadal jednak poważne dochody dostarczały właścicielom dóbr fabryki żelaza w Maleńcu. Zostały one wydzierżawione żydowskiemu przedsiębiorcy nazwiskiem Kozłowski. Podczas II wojny światowej malenieckie zakłady włączone zostały w system gospodarczy III Rzeszy, zaopatrując w łopaty i szpady niemiecki przemysł.

Po 1945 r. dobra Ruda Maleniecka w ramach reformy rolnej zostały odebrane dotychczasowym właścicielom i rozparcelowane. Na podstawie dekretu PKWN z 12 grudnia 1944 r. upaństwowiono również miejscowe lasy, które poddano pod zarząd Nadleśnictwu Ruda Maleniecka, którego siedzibę ulokowano w Rudzie Malenieckiej, w zabudowaniach dworskich, z których wysiedlono ich dotychczasowych mieszkańców, tj. Helenę Froelich, Marię Froelich oraz jej córkę Krystynę. Pod nadzór administracji państwowej poddano również maleniecką fabrykę żelaza, która już w maju 1945 r. pod kierunkiem inżyniera Ciopika z Nieborowa wznowiła produkcję. W początkach lat 50-tych XX w. na terenie całego kraju komunistyczne władze rozpoczęły proces łączenia niewielkich zakładów produkcyjnych w większe centra wytwórcze. Tym sposobem w 1951 r. maleniecka fabryka żelaza stała się częścią tzw. Opoczyńskich Zakładów Przemysłu Terenowego z siedzibą w Maleńcu. Zjednoczenie to obejmowało następujące jednostki: Fabryka Łopat „Stalma” w Maleńcu, Zakład Narzędzi Szewskich „Mijas” w Maleńcu, Odlewnia Żeliwa „Roman Stelmach” w Opocznie oraz Zakład Graficzny „Ignacy Figur” w Opocznie. Dodatkowo przy zakładach tych zorganizowano trzy specjalne punkty obsługi miejscowej ludności, świadczące kowalsko-blacharskie, wulkanizacyjne, szewskie oraz introligatorskie. 1 kwietnia 1952 roku Opoczyńskie Zakłady Przemysłu Terenowego zostały podporządkowane Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Opocznie, zachowując jednak w pewnym stopniu swoją ekonomiczną niezależność. Głównym zakładem zjednoczenia była Fabryka Łopat „Stalma” w Maleńcu, która wypracowywała ponad 80% wszystkich dochodów. Choć komunistyczne władze próbowały przeorganizować warunki pracy w zakładach, pozostawały one niezwykle ciężkie. Często jednak notowano przestoje spowodowane awariami maszyn i urządzeń hydroenergetycznych. W porze letniej przestoje w pracy spowodowane były głównie niskim poziomem wody w Jeziorze Malenieckim, zaś zimą jej zamarzaniem. Równie kłopotliwe były nieterminowe dostawy surowców i materiałów pomocniczych, które powodowały opóźnienia w realizacji planów produkcyjnych. W 1957 r. maleniecka fabryka żelaza stała się częścią Koneckich Zakładów Narzędzi Gospodarczych. W tym czasie zdecydowano również o wybudowaniu nowych hal produkcyjnych, które wzniesiono w odległości około 200 m na północny-zachód od starego kompleksu przemysłowego, który ostatecznie wyłączono z użytkowania. 21 czerwca 1967 r. zakład został wpisany do rejestru zabytków województwa kieleckiego, tym samym ostatecznie zaprzestano w nim produkcji.

Pozbawiony opieki obiekt stopniowo podupadał i niszczał. Jednak w 1968 r. otwarty został nowy etap w historii malenieckiej fabryki, kiedy to została odkryta przez grupę studentów Wydziału Metalurgicznego Politechniki Śląskiej w Katowicach, wędrujących „Szlakiem Starego Hutnictwa” pod kierunkiem profesora Tadeusza Mazanka. W ten sposób odnaleźli oni niezwykle interesujący obiekt, zamieniony w magazyn i sprawiający wrażenie cennej rupieciarni. W grupie tej byli m.in. Teresa Bentkowska, Maria Kukuła, Jan Cwajna, Stanisław Miśta oraz Sławomir Lis, którzy powzięli zobowiązanie, że przywrócą maleniecką fabrykę żelaza do dawnej świetności. W 1970 r. do Maleńca przyjechali pierwsi pracownicy i studenci Politechniki Śląskiej, którzy w ramach praktyk wakacyjnych przystąpili do prac rekonstrukcyjnych i zabezpieczających. Byli wśród nich m.in. Krystian Stencel, Andrzej Mencel, Zygmunt Kamiński, Andrzej Sobański, a także Eugeniusz Hadasik, Marek Plaza, Kazimierz Mutwil, Robert Jastrzębski i Henryk Kasprzyk. Do 2013 r. w obozach studenckich organizowanych w Maleńcu uczestniczyło około 1400 studentów i 60 pracowników naukowo-dydaktycznych śląskiej uczelni. W ciągu ponad 40-letniej obecności Politechniki Śląskiej w Maleńcu wykonanych zostało wiele prac i robót budowalnych, dzięki którym obiekt odzyskał dawną świetność. W 1972 r. wykonano zastawy przy kole wodnym walcowni oraz naprawiono dach hali gwoździarni i walcowni. Rok później studenci zrekonstruowali konstrukcję nośną obudowy dużego koła wodnego. W następnych latach prace rekonstrukcyjne i budowlane objęły m.in.: remont małego koła wodnego (1978 r.), wymianę odeskowania zadaszenia dużego koła wodnego (1980 r.), remont pieca grzewczego w hali walcowni (1985 r.), ogrodzenie zakładu (1987 r.), rekonstrukcje kafara (1990 r.), uruchomienie wału transmisyjnego w hali gwoździarni (1991 r.), remont południowego koryta wodnego (2001 r.). Przeprowadzenie tych prac było możliwe dzięki wsparciu i pomocy udzielanej m.in. przez Koneckie Zakłady Narzędzi Gospodarczych, Centrum Opracowań Maleniec, a także miejscowe władze samorządowe. Dzięki zaangażowaniu środowiska akademickiego Politechniki Śląskiej maleniecka fabryka żelaza nie tylko odzyskała dawny blask, ale stała się miejscem pełnym życia i rozkwitającej kultury studenckiej. Jej częścią była swoista obrzędowość maleniecka, odwołująca się do dawnych tradycji hutniczych i karnawalizacji rzeczywistości. Ważnym momentem obozowego życia był „chrzest” i pasowanie na „staromalenieckiego”, co oznaczało przyjęcie do „Malenieckiej Braci”, wszystkich tych, którzy po raz pierwszy uczestniczyli w obozie. Temu rytuałowi przejścia towarzyszyły zabawy, gry, śpiewy oraz „tradycyjne rżnięcie malenieckiego sztyla” i wbijanie malenieckiego gwoździa.

Nowy okres w historii zabytku rozpoczął się wraz z jego nabyciem przez powiat konecki oraz utworzeniem w 2005 r. Samorządowej Instytucji Kultury Zabytkowy Zakład Hutniczy w Maleńcu.

Rozwój i modernizacja fabryki żelaza w Maleńcu

Zakupując dobra Cieklińskie w 1782 r. Jacek Jezierski za najdogodniejsze miejsce do budowy nowej fabryki żelaza uznał tereny wsi Maleniec, w pobliżu której przebiegał trakt drogowy, wiodący od Warszawy do Krakowa przez Raszyn, Nowe Miasto, Opoczno, Końskie, Małogoszcz i Żarnowice. By wykorzystać wody przepływającej w pobliżu rzeki Czarnej do napędzania kół wodnych, usypano groblę o długości 1630 m, którą poprowadzono drogę znaną jako „Trakt (gościniec) kasztelański”. W ten sposób powstał staw o powierzchni 20 ha, znany jako Jezioro Malenieckie, stanowiący rezerwuar wody dla malenieckiej fabryki żelaza. Sama fabryka stanowiła kompleks kilkunastu zabudowań, obejmujących 8 fryszerek z młotami do przekuwania żelaza, poruszanymi wodą „po dwa koła do każdego komina”, a także tartak o kilku piłach z „przydatną maszyną do świdrowania dziur w kołach” oraz „machiny do dźwigania w górę ciężarów i wyrywania drzew z korzenia”. Fabryka pracowała w ścisłym powiązaniu z innymi warsztatami i obiektami przemysłowymi należącymi do Jezierskiego. W Maleńcu fryszowano żelazo, wytapiane z miejscowych rud w Miedzierzy, gdzie od 1779 r. funkcjonował wielki piec, będący kompleksem kilkunastu budynków i urządzeń. Tworzyły go prawdopodobnie: 2 fryszerki, magazyny węgla drzewnego i rudy żelaza oraz tłuczka do jej rozkruszania, piec rusztowy do przepalania (prażenia) rudy, miechy, urządzenia hydroenergetyczne (upusty, staw, koła wodne) oraz domostwa dla robotników piecowych i majstra piecowego. Budowę kolejnych dwóch wielkich pieców rozpoczął kasztelan około 1799 r. Jeden z nich uruchomiony został w 1804 r. w Cieklińsku, ale już przez następnego właściciela dóbr-księcia Jerzego Karola von Hessen Darmstadt, który stał się również właścicielem wytwórni kos, jaką kasztelan założył w leżącym niedaleko Miedzierzy Świnkowie. W tym okresie przy malenieckiej fabryce żelaza działał również „piec stalowy”. W okresie Księstwa Warszawskiego maleniecka fabryka żelaza była jedną z wielu podobnych prywatnych zakładów działających na terenie ówczesnego powiatu koneckiego. Liczne kuźnice, fryszerki i topornie funkcjonowały m.in. w Fałkowie, Wąsoszy, Duraczowie, Janowie, Czarnej, Korytkowie, Nieświnie, Małachowie, Adamowie, Petrykozach, Rudzie, Gowarczowie i Radoszycach. W latach 30 i 40-tych XIX w. za sprawą Tadeusza Bocheńkiego malenieckie fabryki żelaza zostały znacznie rozbudowane, stając się najnowocześniejszymi prywatnymi zakładami górniczo-hutniczymi w Królestwie Polskim. W 1839 r. w Miedzierzy na miejscu starego wielkiego pieca wybudowano nowy z machiną parową oraz kompleksem budowali i urządzeń obejmujących: koła wodne, upusty, stawidła miechownię, tokarnię małą i dużą, „sznajd maszynę ro trybów rżnięcia”. Drugi z wielkich pieców działał w Cieklińsku. Obok niego wzniesiono tłuczkę, 2 piece do suszenia rudy i miechownię. W 1835 r Rudzie Malenieckiej w. pracowały również 2 piece pudlingowe (płomienne) do świeżenia surówki żelaznej, kucie młotowe, kafar, waga ,suszarnia pudlingarska, 2 walcownie (w tym 1 szynowa), a także 4 fryszerki, topornia, kucie fryzowe, kuźnia ręczna i wielki piec (1850 r.). Równie rozbudowany był kompleks fabryczny w Maleńcu, obejmujący m.in. 4 fryszerki z kuciem fryszerskim, wagami, urządzenia hydroenergetyczne i hale produkcyjne.

W latach 50-tych XIX w. przeprowadzono kolejny etap modernizacji malenieckich zakładów. Ostatecznie zlikwidowano część przestarzałych fryszerek instalując w ich miejsce 11 małych i 4 duże gwoździarki do produkcji gwoździ ciętych z blachy żelaznej. Było to spowodowane rosnącym zapotrzebowaniem na tego rodzaju produkty. W tym czasie w Królestwie Polskim działało 270 gwoździarni, z czego największe ich skupisko znajdowało się w okolicach Końskich. Po 1870 r. w Maleńcu zamontowano dodatkowe urządzenia do produkcji łopat i szpadli. W większości były to maszyny importowane z Anglii, Francji i Niemiec. Była wśród nich maszyny produkowane przez znaną francuską firmę „Sculfort et Fockedey”. Urządzenia produkcyjne były napędzane przez zmodernizowany system kół wodnych, przekładni zębatych, łączników oraz wału napędowego o długości 32 m, z którego energia przekazywana była na poszczególne maszyny za pomocą kół pasowych (szajb) i pasów napędowych. Jak opisywano wygląd fabryki w tym okresie: „[…] równolegle do budynku walcowni przy drugim upuście, o 30 m na północ, znajdowały się zabudowania fryszerni poruszanej dwoma kołami wodnymi. Prostopadle zaś między walcownią a fryszernią, bliżej szosy, stał budynek wytwórni łańcuchów. Dalej od szosy, u zbocza doliny, budynek łopaciarni”. W kolejnych dziesięcioleciach maleniecka fabryka żelaza jak i pozostałe zakłady metalurgiczne działające w dobrach Ruda Maleniecka nie były w należytym stopniu modernizowane i rozbudowywane, mimo iż w 1899 r. w Rudzie Malenieckiej ostatecznie ukończono budowę zupełnie nowej walcowni żelaza. W Maleńcu aż do II połowy XX w. produkcja realizowana była w oparciu o przestarzały park maszynowy obejmujący m.in. nożyce krokodylowe do cięcia blachy (XVIII w.), gwoździarki (lata 40-te XIX w.) i prasy korbowe (I. poł. XIX w.). Przed I wojną światową zakłady metalurgicznie w Rudzie Malenieckiej ostatecznie zakończyły działalność, podobnie jak huty w Kołońcu i w Machorach. Swoją działalność nadal prowadziły jednak zakłady w Maleńcu. We wrześniu 1939 r. zakład został częściowo zniszczony przez wybuch min założonych przy mostach przez wycofujące się oddziały polskie. Podczas II wojny światowej do hali gwoździarni dobudowano niewielką przybudówkę, w której zainstalowano silnik spalinowy, napędzający archaiczne gwoździarki i prasy. W latach 50-tych XX w. zastąpiono go silnikiem elektrycznym. W 1954 r. na wyposażeniu fabryki znajdowały się: walcarka, młot resorowy, 4 prasy, tokarka, szlifierka, 3 nożyce do cięcia blachy, wiertarka, 2 gwoździarki, 2 piece grzewcze, 4 wózki ręczne oraz samochód ciężarowy „Star-20”. Zabudowania fabryki obejmowały: 2 hale produkcyjne, portiernię z bramą i ogrodzeniem, kafar, magazyny gotowej produkcji wraz z malarnią, budynek socjalny z kuchenką, a także szopę na węgiel, plac przyfabryczny, ogród i łąkę o całkowitej powierzchni 50 659 m2.

Pracownicy i personel

Wśród pierwszych pracowników malenieckiej fabryki żelaza byli zachodnioeuropejscy specjaliści sprowadzeni do Polski przez kasztelana Jezierskiego. Był wśród nich pochodzący z Saksonii Henryk Solbach, który jako „stalnik” organizował pracę malenieckiej fabryki żelaza. Z czasem nadzór nad produkcją i organizacją procesów technologicznych przejęli miejscowi specjaliści. Był wśród nich Jacek Lipski, który w 1838 r. przebudował wielki piec w Kawęczynie. Jednak nadzór nad produkcją sprawowali poszczególni właściciele dóbr Ruda Maleniecka. W latach 20-tych XIX w. wśród pracowników miejscowych zakładów metalurgicznych pojawiają się również Żydzi. Jednak podstawową siłą roboczą w miejscowych kuźniach i fryszerkach stanowili chłopi pańszczyźniani zamieszkujący okoliczne wsie. Byli wśród nich tzw. komornicy, którzy odrabiali pewną ilość dni w tygodniu oraz zobowiązani byli do stałej pracy za umówioną z góry cenę. W prywatnych zakładach produkujących wyroby żelazne zatrudniani byli także tzw. wyrobnicy i chałupnicy, którzy odrabiali częściowo pańszczyznę, dorabiając najmem przymusowym. Wraz z rozwojem miejscowego hutnictwa i górnictwa postępowała specjalizacja pracy. Średniowiecznych gwarków zastąpili pracujący w sztolniach i szybach rębacze, górnicy i odpowiedzialni za cembrowanie i stemplowanie wykopów cieśle. Przy wyciąganiu i transporcie urobku zatrudnieni byli szlepry (wozaki), zarazacze (zakładacze) i obsługujący kołowroty ciągarze. Pracą XVII-wiecznej kuźnicy kierował kuźnik, zatrudniający od kilku do kilkunastu ludzi. Byli wśród nich zajmujący się wydobywaniem rudy „kopacze-rudnicy”, odpowiedzialni za tłuczenie i płukanie urobku „płukarze”, wytapiający rudę „dymacze”, przekuwający żelazo „kowale” oraz niewykwalifikowani robotnicy tzw. „koszytarze”. W podobny sposób zorganizowana była praca we fryszerkach, na czele których stał „majster fryszerz”. Podlegali mu m.in. podkładający żelazo pod młot „kowal młotowy” oraz donoszący w specjalnych koszach (tzw. „wolwasach”) węgiel drzewny „kositarz”. Do obowiązków tego ostatniego należało również sterowanie dopływem wody na koło wodne napędzające młot kuźniczy. W XIX-wiecznej pudlingarni „kositarza” zastąpił „pudlarz” odpowiedzialny za przymykanie klapy nad kominem pieca oraz za poruszanie rozgrzanej masy żelaznej w piecu pudlarskim. Mechanizacja robót hutniczych i górniczych spowodowała, że sporą część zatrudnionych w miejscowych zakładach metalurgicznych stanowili mechanicy, zawiadowcy i kierownicy. Obsługiwali oni m.in. maszyny parowe, walcarki, prasy i systemy napędowe. W latach 40-tych XIX w. miejscowe zakłady hutnicze dawały zatrudnienie 279 osobom. W tym czasie załoga malenieckiej fabryki żelaza liczyła 42 osoby, w tym 6 majstrów i 14 kowali.  Pod koniec XIX w. przy produkcji łopat i gwoździ zatrudnionych było około 80 robotników, zaś w okresie międzywojennym aż 250 osób, w tym wielu miejscowych Żydów. Byli wśród mieszkańcy niewielkiego osiedla przyfabrycznego, które powstało przy malenieckich zakładach.

W pierwszych latach po II wojnie światowej w malenieckiej fabryce żelaza zatrudnionych było około 120 osób, w tym wielu robotników sezonowych oraz pracujących na tzw. akord. W 1950 r.. załoga Fabryki Łopat „Stalma” w Maleńcu liczyła już tylko 48 osób zaś dwa lata później 64 pracowników. Pod względem liczby zatrudnionych były to największe zakłady wytwórcze wchodzące w skład Opoczyńskich Zakładów Przemysłu Terenowego w Maleńcu, w których w 1954 r. pracowało łącznie 167 osób, w tym 5 kobiet. W większości byli mieszkańcy pobliskich wsi, tj. Maleńca, Kołońca, Dęby i Adamowa. Wśród długoletnich pracowników zakładu byli m.in. Aleksander Wiaderny, Lucjan Górski, Jadwiga Suchoroska, Zygmunt Stelmach, Czesław Kusiak, Franciszek Farasiński, Antoni Czepelski, Mieczysław Szwed oraz Władysław Stelmach. W tym okresie fabryka zapewnia robotnikom odzież roboczą, ale w ograniczonym zakresie tj. trepy drewniane, okulary ochronne, płaszcze podgumowane oraz buty i rękawice gumowe. W latach 50-tych XX w. praca w zakładzie przebiegała według dwóch zmian, tj. od godz. 6.00 do 14.00 (I zmiana) oraz od godz. 14.00 do 22.00 (II zmiana). W tym okresie przeciętna płaca w przeliczeniu na jednego robotnika wynosiła 635 złotych i była niewiele wyższa od najniższego w tym czasie wynagrodzenia. Mimo deklaracji komunistycznych władz podkreślających potrzebę poprawy standardów życia robotników, warunki pracy w zakładzie były niezwykle ciężkie ze względu na duży hałas panujący na halach produkcyjnych oraz brak odpowiedniego zaplecza socjalnego. Jak przekonywano na łamach gazety „Słowo Ludu” w 1952 r.: „Jakże odmiennie przedstawiało się życie robotników przed wojną w porównaniu z obecnym. Przykładem może być i nasza fabryka łopat „Stalma” w Maleńcu pow. Opoczno. Przed wojną była ona prywatną własnością i nierzadko fabrykanci zatrudniali nawet dzieci od 9 lat. Bronisław Barański zaczął pracować właśnie w 9 roku swego życia. Płace były niskie, a często za tzw. >>kwitki<<, które robotnik otrzymywał zamiast zapłaty, zmuszony był brać w sklepie niepotrzebne artykuły. Kapitaliści w ten sposób wyzyskiwali robotników w fabryce i poza nią. […].Teraz palacz Barański ma inne warunki życia i zatrudnienia. Został przodownikiem w walce o oszczędność węgla. Swoje wyniki zawdzięcza prawdziwie socjalistycznemu podejściu do pracy. Przychodzi np. do fabryki nieco wcześniej od innych, aby szybciej rozgrzać potrzebne robotnikom żelazo do walcowania. Wysiłki takich jak on przyczyniają się do zwiększenia produkcji. Załoga fabryki „Stalma” w Maleńcu stale przekracza swoje plany rocznie. Plan bieżącego roku załoga też już wykonała”. Aż do końca swej działalności maleniecka fabryka żelaza była jednym z największych pracodawców w regionie. Część jej załogi znalazła zatrudnienie w innych zakładach metalurgicznych funkcjonujących w okolicach Końskich i Stąporkowa.

Surowce i wyroby

W ciągu ponad 180-letniej działalności malenieckiej fabryki żelaza zmieniały się nie tylko cykle wytwórcze, ale również asortyment produktów, jakie w niej wytwarzano. Obejmował on produkty własne w całości wytwarzane na miejscu oraz półfabrykaty, które przetwarzane były na bardziej zaawansowane produkty w miejscowych zakładach metalurgicznych. W pierwszym okresie działalności fabryki odbywał się w niej proces wytopu rudy żelaza, w trakcie którego otrzymywano tzw. surowiznę (żelazo surowe). Było ono czyszczone i przekuwane w stal oraz żelazo kute, stanowiące surowiec do produkcji blachy żelaznej, żelaza sztabowego, fryzowanego i drutu. Tylko w 1845 r. w dobrach Ruda Maleniecka wyprodukowano 45 tysięcy centnarów surówki żelaznej, 7 tysięcy centnarów żelaza kutego, 1800 centnarów żelaza walcowanego, 7 tysięcy centnarów żelaza „płużnego” i 600 centnarów blachy żelaznej (1 centnar warszawski=64,8 kg) o całkowitej wartości 84 tysięcy rubli. Za czasów kasztelana Jezierskiego z miejscowego żelaza wyrabiano m.in. naczynia gospodarcze i stołowe, a także kosy, łańcuchy, kosy, piły, toporki, pilniki, żelazka, młynki do kawy, zgrzebła, siekierki, łopatki blaszane i kute ręcznie gwoździe (łatniaki, bratnale wielkie i średnie, półbratnale, szudelniaki). Znaczne ilości tych produktów było sprzedawanych w Warszawie, w specjalnych magazynach przy Krakowskim Przedmieściu i przy ulicy Senatorskiej. W kolejnych dziesięcioleciach w Maleńcu wytwarzano również gwoździe cięte z blachy, odkładnice do pługów i lemiesze. W 1844 r. roczna produkcja fabryki wynosiła 320 ton blachy, gwoździ oraz innych wyrobów żelaznych. Były one odstawiane wozami konnymi do pobliskiej stacji kolejowej w Końskich, skąd rozsyłano je do odbiorców na terenie całego kraju. Od II połowy XIX w. notuje się systematyczny spadek wartości produkcji wytwarzanej w dobach Ruda Malenieckiej. W 1856 r. wycenianą ją na 45 tysięcy rubli, co stawiało miejscowe zakłady metalurgiczne na 5 pozycji wśród 18 innych wielkich zakładów hutniczych w Zagłębiu Staropolskim. Jednak w 1864 r. wartość produkcji spadła do poziomu 36 tysięcy rubli, co stanowiło 11 wynik wśród 18 innych prywatnych fabryk żelaza w tej części kraju. By zwiększyć spadające dochody w początkach lat 70-tych XIX w. w Rudzie Malenieckiej uruchomiono wytwórnię narzędzi rolniczych oraz urządzeń mechanicznych produkowanych na potrzeby przemysłu gorzelniczego i cukrowego z żelaza przerabianego w Maleńcu. Wśród wytwarzanych w tym czasie produktów były m.in. łopaty, szpadle, dwu- i czterokonne menaże oraz miechy systemu H. Krigara. W 1874 r. produkty miejscowych fabryk prezentowane były na Wystawie Rolniczej w Warszawie. Zauważył je sam Bolesław Prus, zachwycony, że tym że tego rodzaju produkty wytwarzane są w kraju. Od początków lat 80-tych XIX w. produkcja wyrobów żelaznych w dobrach Ruda Maleniecka wyraźnie spada. W 1881 r. w Maleńcu wyprodukowano 500 ton wyrobów żelaznych zaś 1887 r. już tylko 105 ton. W początkach XX w. po wygaszeniu wielkich pieców w dobra Ruda Maleniecka podstawowym surowcem do wyrobu narzędzi gospodarczych i innych produktów jest złom żelazny w postaci zużytych obręczy kół wagonowych, które przetwarzano na blachę żelazną. W okresie międzywojennym i podczas wojny produkowano z niej dodatkowo okucia okienne, nity oraz inne elementy żelazne wykorzystywane w budownictwie. Głównym produktem wytwarzanym w Maleńcu aż do końca funkcjonowania zakładu pozostawały jednak gwoździe, łopaty i szpadle.

Po 1945 r. w związku ze zniszczeniami wojennymi znacznie zwiększyło się zapotrzebowanie na produkty malenieckiej fabryki żelaza. Stąd też zdecydowano się kontynuować produkcję łopat i gwoździ w oparciu o archaiczne urządzenia i technologie. Krótko po wojnie w Maleńcu wytwarzano ponad 50 tysięcy łopat i szpadli miesięcznie. Malenieckimi łopatami odgruzowywano i odbudowywano Warszawę oraz inne polskie miasta zniszczone podczas wojny. W związku z realizacją Planu Sześcioletniego (1949-1955) ogromny popyt na malenieckie łopaty i szpadle utrzymywał się również w latach następnych. Plan produkcji Fabryki Łopat „Stalma” w Maleńcu na 1954 r. zakładał wytworzenie m.in. 750 tysięcy łopat i szpadli, 100 tysięcy haczyków do okien, 10 tysięcy patelni, 10 tysięcy motyk trójzębnych, 6 tysięcy radlic do sprężyn, 500 sztuk sztychówek do torfu. Wśród produkowanych łopat i szpadli były: łopaty węglowe, szpadle ogrodnicze, łopaty balastowe, łopaty do piasku i szpadle gdańskie. Wytwarzano także gwoździe budowlane, kielnie murarskie, młoty kowalskie, metalowe ochraniacze do butów, narożniki metalowe do okien oraz blachę żelazną do innych wyrobów. Czas wytworzenia tych produktów wynosił od kilkunastu do kilkudziesięciu minut (22 minuty-szpadel gdański, 48 minut-łopata balastowa, 52 minuty-szpadel ogrodniczy). W tym okresie największymi odbiorcami wytwarzanych w Maleńcu łopat i szpad były m.in. wielkie zakłady przemysłowe, w tym kombinaty metalurgiczne (Huta im. 1 Maja w Gliwicach, Huta im. Józefa Stalina w Katowicach), przedsiębiorstwa budowlane (Przedsiębiorstwo Budowlane Zakładów Przemysłu Ciężkiego w Katowicach), zakłady chemiczne (Państwowe Zakłady Azotowe w Chorzowie), a także Państwowe Zakłady Zbożowe w Lublinie, Okręgowa Dyrekcja Lasów Państwowych w Radomiu, Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie, rolnicze spółdzielnie produkcyjne na terenie całego kraju oraz klienci indywidualni. W 1954 r. rocznie zapotrzebowanie surowcowe malenieckiej fabryki żelaza oceniano na: drzewo grabowe-12 ton, benzyna-10 ton, drut do wiązania-14 ton, węgiel i koks-675 ton oraz złom kolejowy-675 ton. Ten ostatni dostarczano przede wszystkim z centrali złomu w Katowicach oraz poszczególnych zakładów naprawczych wagonów i parowozów (Pruszków, Gliwice, Opole, Ostrów Wielkopolski). Wytwarzane w Maleńcu produkty charakteryzowały się niezwykłą wytrzymałością i jakością wykonania. Do dziś sformułowanie „maleniecki gwóźdź” funkcjonuje jako synonim doskonałego wykonania i solidności.

Bogactwo i bieda

Wraz z rozwojem miejscowego górnictwa i hutnictwa postępował proces industrializacji i urbanizacji poszczególnych osad i wsi. Ich zabudowę stanowiły zazwyczaj drewniane chałupy i budynki gospodarcze. W latach 20-tych XIX w. osada Ruda Wyszyńska liczyła 20 chłopskich chałup, zaś Wyszynka 7 domostw krytych słomą. Istniejący od końca XVIII w. Rudzie Malenieckiej parterowy dwór znacznie przebudowano. Miał on formę parterowego budynku, którego mieszkańcy mieli do swej dyspozycji 5 pokoi, garderobę, 2 spiżarnie oraz piwnicę. W czasem stał on centrum dużego kompleksu administracyjno-gospodarczego, który w 1825 r. tworzyły: okazała oficyna, browar, gorzelnia, obórka, 4 chlewiki, obora, 2 spichlerze, 2 stodoły, stajnia, wozownia, austeria przy gościńcu koneckim, suszarnia słodu nad sadzawką, zabudowania młyńskie przy stawie (dom młynarza, młyn zbożowy), folusz, tartak, węgielnica oraz fryszerka z 2 piecami, 2 młotami i 4 kołami. Dzięki olbrzymim dochodom czerpanym z miejscowych zakładów górniczych i hutniczych właściciele dóbr Ruda Maleniecka należeli do najbogatszych właścicieli ziemskich w tej części kraju. W 1849 r. majątek należący do Tadeusza Bocheńskiego wyceniano na kwotę 334 tysięcy rubli, co czyniło z niego najbogatszego mieszkańca guberni radomskiej. Jednym z symboli fortuny rodziny Bocheńskich był znacznie rozbudowany dwór w Rudzie Malenieckiej. Na jego wyposażeniu znajdowały się dobra niedostępne dla większości mieszkańców okolicznych miasteczek i wsi. Były wśród nich: komplety luksusowych mebli mahoniowych i hebanowych, wielkie lustra, zegary, pozłacane żyrandole oraz fortepian mahoniowy z mechaniką wiedeńską wyprodukowany przez słynną wytwórnię fortepianów z Krakowa Augusta Paepke. Wyposażenie jadalni stanowiły serwisy fajansowe i porcelanowe oraz srebrna zastawa stołowa z warszawskiej Fabryki Nowakowskiego o wartości 409 rubli. W jednym z pomieszczeń właściciele dóbr zgromadzili bogaty księgozbiór ksiąg i poradników gospodarczych, z których korzystali zarządzając miejscowymi hutami i folwarkami. W dworskiej piwnicy zgromadzono pokaźna zapasy wina węgierskiego, szampanów, miodów pitnych, a także serów i kiełbas. Do swojej dyspozycji właściciele dóbr mieli kilkanaście pojazdów konnych, w tym luksusową czarną karetę obitą szafirowym suknem o wartości 450 rubli, a także bryczki nejtyczanki, furgony obite skórą zaś porą zimową kute, żelazne sanie. Bogactwu właścicieli dóbr Ruda Maleniecka towarzyszyła ogólna bieda miejscowej ludności wiejskiej. Jej bytowanie uległo pewnej poprawie w okresie międzywojennym oraz po II wojnie światowej w związku z rozwojem przemysłu metalurgicznego w okolicach Końskich.